
Matka na dzień matki! Z takim hasłem na ustach, hardcore’owymi plakatami i fantastycznymi ulotkami promowaliśmy film „Matka” Pudowkina. Rok 1926. Film nie tylko Czerno-biały, ale i niemy. Z lektorką! Metoda Stanisławskiego, montaż skojarzeń, indoktrynacja. Walka klasowa, dojrzewanie do rewolucji… Ah!
A jednak nasi współstudenci okazali się odporni na uroki tego wspaniałego filmu.
Tak czy owak – niech wiedzą, co stracili.
Film jest świetny! Mimo braku dźwięku wciągał. Osławione zabiegi montażowe rzeczywiście zasłużyły na sławę. I mówię nie tylko o technikach nakładania na siebie zdjęć (np. dla zobrazowania stanu upojenia alkoholowego…), nie tylko o montażu skojarzeń. Bardzo przypadły mi do gustu przenikania stosowane dla pokazania miejsc – fabryki, sądu. Współcześnie przenikanie uchodzi za coś niewłaściwego. Uznaje się, że nie powinno się pojawiać w dobrych filmach pełnometrażowych. Dlaczego? Otóż przejadło się przez lata stosowania go bez żadnego uzasadnienia. Tak więc dzisiaj z przenikaniem mamy do czynienia głównie w filmach telewizyjnych (często klasy B) i w videofilmowych wyczynach panów z wesel. Więc uwaga. Dla każdego, kto uważa, że przenikanie jest z definicji złe i kiczowate – odsyłam do “Matki”. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tego zabiegu użytego w tak dobrze uzasadniony sposób. Drobiazg, a cieszy. Aż mi dech zaparło.
Jeśli natomiast chodzi o montaż skojarzeń, którego “Matka” jest sztandarowym przykładem… Dla mnie średnio. Ale to był po prostu etap w rozwoju kinematografii, obecnie na prawach raczej ciekawostki. Bez wątpienia interesującej ciekawostki, ciekawostki, która może nawet mieć zastosowanie praktyczne. Bo i kto powiedział, że teraz nie można już wykorzystywać tej techniki montażowej? Można! Jestem za! Tylko subtelniej. W 80 lat od powstania “Matki” my, widzowie, jesteśmy już trochę otrzaskani z różnymi technikami filmowymi i nachalny, powtarzający się montaż skojarzeń razi. Żeby teraz stosować go z powodzeniem potrzeba nie lada finezji i lekkości. Wirtuozerii? Konia z rzędem dla tego, kto wskaże mi w kinie współczesnym fajny przykład zastosowania tej formy. Ja jakoś nie potrafię nic wygrzebać z pamięci. Albo to już się nie sprawdza, albo twórcy czują, że nie potrafią zrobić tego tak dobrze, jak tego wymaga rozwój współczesnego widza.
Sprawa kolejna to gra aktorska. Miodzio! Wszystko przerysowane, jak na film niemy przystało. A jednak piękne w swojej … szczerości? Właśnie jakaś dziwna szczerość porażała mnie w tych teatralnych gestach i minach. Oczy jak monety, zmarszczki mimiczne głębokie na 2 centymetry, to wszystko żeby było widać, co czują bohaterowie. Więc teatr. Co więcej, jak określiliby to współcześni twórcy filmowi – teatr dla niewidomych. A jednak, jeśli wziąć pod uwagę kontekst, teatr ten jest jak najbardziej na miejscu. Jego brak by raził.
Hmm… Planowałam relację z projekcji, a tu proszę, analiza strony technicznej filmu mi wyszła. Ale to też dobrze. Jeśli jednak chodzi o naszą projekcję – rośnie nam wielki talent prelekcyjny! Dziś dla odmiany nie chaos, ale zimna kalkulacja i podążanie według planu skonstruowanego w czasie (o zgrozo!) makroekonomii… Brawa dla Wasążanki vel. Marty (a może to powinno być odwrotnie?). Poza tym Marta vel. Wasążanka specjalizuje nam się w zawodzie lektorki. Gratuluję odwagi i dobrze wykonanego zadania!
Tak. Więc jestem zdania, że trzeba zrobić przegląd kina niemego. Z żywą muzyką, prelekcjami i wykładami… Kto się zgłasza na ochotnika do organizacji? Ja! Ja!
Matka na dzień Matki obeszła się bez matek, z wyjątkiem tytułowej. Ale też do dnia matki jeszcze 2 dni, więc bądźmy cierpliwi ;-)

