Dziś zagraliśmy w Overgroundzie świetny film czeski. Był to Niedźwiadek – historia trzech małżeństw około trzydziestki, a raczej ich kryzysu. Na początku oglądamy pozory szczęścia. Szybko przekonujemy się, że pod spodem coś gnije. Słodko-gorzka opowieść o życiu po prostu, które toczy się nie zważając na nasz los. W smutku daje nam radość, w radości smutek. Niedźwiadek nie jest tragedią, nie jest przytłaczającym dramatem. Nie jest też komedią. Jest natomiast filmem czeskim i właśnie tu leży pies pogrzebany.
Pragnę objawić pewną prawdę: nie każdy film czeski MUSI być komedią. Niby oczywiste, a jednak wciąż spotykam przejawy niezrozumienia tej prostej formułki.
Część widzów opuściła naszą salę zadowolona, część się rozczarowała. Dlaczego? Spodziewali się komedii. Przykre, że w przypadku filmów czeskich szufladkuje się nie aktorów, reżyserów czy scenarzystów, ale całą kinematografię naszych południowych sąsiadów. Ciekawa jestem, czy “Bracia Karamazow” również będą promowani jako komedia?


{ 2 comments… read them below or add one }
wg mnie ciekawsza od chinskiego cytatu ostatniej klatki filmu byla rozmowa trzech kolesi o tym, ze nie wszystko trzeba koniecznie rozumiec, by to akceptowac. to było mocne.
widzowie spodziewaja sie komedii, bo wiedza ze czesi potrafia robic dobre komedie.
Tak, ale okazuje się, że nie tylko komedie! :)