Podetnij sobie żyły i przeżyj miłość swojego… życia

by Maciek Swoboda on 24 lis 2008

in Recenzje

Wristcutters: A Love Story

Samobójcy to źli ludzie. Dlatego w filmie Wristcutters: A Love Story nie zasługują na śmierć i wieczny odpoczynek. Zamiast tego są wysyłani do dziwnego i bardzo smutnego świata, w którym wiodą nędzny żywot bez żadnych perspektyw. W tym świecie wszystkie kolory są wyblakłe, twarze sine i bez uśmiechów – nawet jeśli ktoś bardzo próbuje się uśmiechnąć nie ma na to żadnych szans, bo w tym świecie nie ma żadnych przyjemności, a jedyną rozrywką jest picie ohydnego piwa i odgadywanie powodów samobójstw towarzyszy niedoli.

Do tego świata trafia również Zia, który podcina sobie żyły po tym jak opuszcza go jego ukochana dziewczyna. Bardzo szybko zaznajamia się z Eugenem, kiepskim liderem kiepskiej kapeli rockowej, który popełnił samobójstwo na scenie polewając swoją elektryczną gitarę piwem przy gwizdach publiczności. Wkrótce Zia dowiaduje się, że jego ukochana też popełniła samobójstwo i może być niedaleko. Wraz z Eugenem wyruszają na poszukiwanie Desiree. Podczas wspólnej podróży poznają Mikal, dziewczynę, która twierdzi, że znalazła się tutaj przez pomyłkę, ponieważ nie chciała się zabić. Ona poszukuje “Kierownictwa”, które mogłoby rozpatrzeć jej wniosek o powrót do świata żywych.

W filmie, oprócz względnie nieznanych aktorów, gra również Tom Waits, który wciela się postać Knellera, dobrodusznego człowieka, który prowadzi coś w rodzaju obozu dla uchodźców i szukającego swojego psa, w rzeczywistości jest jednak tajnym wysłannikiem “Kierownictwa”, który ma za zadanie odkryć plany Mesjasza, który zamierza popełnić samobójstwo w świecie samobójców, czego jeszcze nikt przed nim nie próbował.

Fabuła filmu jak widać jest dość bajkowa, ale wyjaśnia to fakt, że Wristcutters powstali na podstawie opowiadania jednego z moich ulubionych pisarzy Etgara Kereta, pod tytułem Pizzeria Kamikadze.

Okazuje się, że nawet w świecie żywych trupów można sobie pozwolić na odrobinę pozytywnych uczuć, przeżyć miłosną przygodę (Zia i Mikal), doświadczyć kilku małych cudów (ale tylko jeśli nie mają one żadnego znaczenia dla naszego życia), a nawet dostać jeszcze jedną szansę od życia, dzięki wierze w miłość i drobnej przysłudze zaprzyjaźnionego “Kierownika”.

Maciek Swoboda

Autorem wpisu jest Maciek Swoboda

Jestem pasjonatem Internetu, dobrego kina i książek. W Overgroundzie robiłem wszystko od wożenia filmów i rozwieszania plakatów po szefowanie. Teraz, na emeryturze, czasami piszę tego bloga.

Leave a Comment

Previous post: Co by było gdyby James Bond był komedią?

Next post: Etiuda&Anima