
Czasami są takie filmy, które ogląda się nie dla fabuły i akcji, ale dla samego oglądania i delektowania się. Takim filmem w moim mniemaniu jest Bilardzista (1961) z Paulem Newmanem, który trwa 134 minuty a w zasadzie (przynajmniej pozornie) niewiele się w nim dzieje.
Zanim zacznę pisać o samym filmie kilka słów o tytule. Oryginalny tytuł filmu to The Hustler, co oznaczać może kanciarza, oszusta lub kogoś kto potrafi zarabiać pieniądze w każdej sytuacji, choć niekoniecznie uczciwie. Dlatego przetłumaczenie tytułu na Bilardzista nie bardzo mi się podoba. Bilardzista to nie film o profesjonalnym bilardziście grającym na wielkich turniejach, ale o bardzo dobrym i ambitnym kanciarzu, który gra głównie dla pieniędzy i sławy w bilardowych klubach, w których hazard jest oficjalnie zakazany.
Celem Eddiego jest stanie się najlepszym bilardzistą w Stanach Zjednoczonych i zarobienie przy tym sporych pieniędzy. Aby się nim stać wyzywa na pojedynek uważanego za mistrza Minnesotę Fatsa. Pojedynek trwa już ponad dwadzieścia godzin. Grubas wydaje się być pokonany, Eddie i jego manager Charlie zarobili już kilkanaście tysięcy dolarów. Charlie namawia Eddiego, żeby odpuścił i odszedł od stołu, jest już pijany i zmęczony. Eddie upiera się, że skończy dopiero wtedy, kiedy Fats powie, że pojedynek się skończył i oficjalnie uzna swoją porażkę. Jak łatwo się domyślić jest tak bardzo pewny siebie i zapatrzony w swoją wielkość, że po następnych kilku godzinach przegrywa wszystkie pieniądze i musi odejść z niczym.
Wtedy Bert człowiek, który sponsoruje Fatsa mówi:
Bert: You got talent.
Eddie: So I got talent? So what beat me?
Bert: Character.
Przegrana jest dla Eddiego wielką porażką i upokorzeniem. Ponadto pozostaje praktycznie bez żadnych pieniędzy. Jednak poznaje piękną Sarah, z którą łączy go wielka, choć trudna miłość. Wtedy Eddie zaczyna pracować nad swoim charakterem, który okazał się przyczyną jego porażki. Jednak nie jest to praca nad dobrym charakterem i szczerością, ale nad jeszcze większą przebiegłością i wygrywaniem za wszelką cenę. I niestety, gdy Eddie w końcu dostaje szansę na grę z Fatsem, okazuje się, że stracił to co w życiu najważniejsze…
Na koniec wklejam bardzo trafne spostrzeżenia avanalsha na temat wspaniałych ról drugoplanowych:
Pierwszy to Minnesota Fats, uosobienie zwycięzcy, zimny profesjonalista, całkowicie opanowany, mistrz w swoim fachu. Pokonanie go jest dla Eddiego szczytem, szczytem który osiąga zbyt łatwo i zbyt szybko nie będąc na to jeszcze przygotowanym. Nasz bohater nie może zrozumieć dlaczego zwycięstwo tak wymknęło mu się z rąk… W końcu znajduje odpowiedź lecz płaci za to bardzo wysoką cenę.
Kolejna istotna postać, pierwsza którą poznajemy, to Charlie; menedżer Fast Eddiego. Nie rozumie on swojego przyjaciela i nie podziela jego ogromnych ambicji. Stara się go opanować jednak brak mu charyzmy i w konsekwencji zostaje brutalnie odtrącony.
Nie obyło by się wszakże bez przedstawicielki płci pięknej: Sarah to postać niezwykle intrygująca i tajemnicza. Ofiarowuje Eddiemu swoje serce by przekonać go w jakim świecie żyje i wśród jakich ludzi się obraca. Udaje Jej się to; ostatecznie to ona ‘zwycięża’…
Ostatnią, lecz pewnikiem nie najmniej ciekawą postacią jest Bert Gordon. Świetny pokerzysta i obserwator ludzkich zachowań, w dodatku posiadający szeroki wachlarz technik manipulacji. Bogacz który gra nie z chęci zysku, a dla przyjemności oszukiwania i sterowania ludźmi, a ostatecznie, upokarzania ich.
Cztery diametralnie różne postaci, cztery diametralnie różne cele i ambicje. Oprócz postaci głównego bohatera łączy je tylko jedno; zagrane są na najwyższym światowym poziomie!

