
W czwartek 26 lutego 2009 obejrzeliśmy Zonę – koprodukcję hiszpańsko-meksykańską w reżyserii Rodrigo Pla. Jak było? Świetnie!
Tytułowa Zona to strzeżone, wręcz autonomiczne osiedle w Mexico City. Jego mieszkańcy mają pewne przywileje. Przykładowo policja nie może wjechać do Zony bez nakazu. Ta kwestia okaże się bardzo ważna w rozwoju filmu, kiedy trzech chłopców nielegalnie wejdzie do Zony, a dwóch z nich (zresztą nie tylko) zginie.
Film pokazuje obławę jaką organizują mieszkańcy Zony aby pojamać (czy aby na pewno o to im chodzi?) ostatniego z chłopców, który ukrywa się na terenie zamkniętego osiedla. W pościgu udział biorą szacowni mieszkańcy. Pomóc chce również młodzież. Jak to młodzież – dla hecy. Bo chłopcy z Zony wcale nie zdają sobie sprawy z tego, co dzieje się wokół nich. Zresztą mało kto zauważa krytyczność tej sytuacji.
Nie chcę opowiedzieć całego filmu – co to, to nie. Obejrzyjcie go sami! Chcę za to podzielić się pewnym spostrzeżeniem. Zona to film, który można podsumować krótko – kolejny film o złu w imię dobra, o tym, że pozornie najlepsze grupy ludzi okazują się często najgorsze – brutalne i głupie. Tak. Ale to nie zmienia faktu, że film cały czas trzyma w napięciu i, choć rozumem pojmujemy wtórność tematu, emocjami chłoniemy opowiadaną historię jakbyśmy widzieli to po raz pierwszy w życiu. Jest coś świeżego w Zonie, w sposobie opowiadania historii. Coś prawdziwego kryje się w aktorach i bohaterach, a także w samej instytucji Zony.
Choć Zona to film przerysowany i wcale nie idealny – nie kłamie. Pokazuje natomiast coś, o czym zawsze trzeba pamiętać – ryzyko, które towarzyszy naszej walce o bezpieczeństwo i komfort. Jesteśmy zwierzętami, ale targają nami pasje często silniejsze niż najsilniejszymi drapieżnikami. Musimy o tym pamiętać jeśli nie chcemy skończyć w klatkach.


{ 1 comment… read it below or add one }
Ja nie zdążyłem na początek filmu przez zawirowania w pracy i bardzo żałuję. Film od razu mi się spodobał i mimo tego, że opowiadana historia nie jest ani nowa, ani oryginalna to cały film przesiedziałem z zapartym tchem – jak na prawdziwym thrillerze.
Najbardziej uderzyła mnie zaciętość mieszkańców Zony w szukaniu sprawiedliwości (a może raczej zemsty). Ludzie mieszkający w oazie, jeżdżący drogimi samochodami, wykształceni, z dobrą pracą i manierami. A zachowywali się jak najgorsi chuligani. Może nawet gorzej, bo robili to w pełni świadomie…