
Ponad dwie godziny temu skończyłem oglądać nowy film Darrena Aronofskiego – Zapaśnik (The Wrestler). Przede wszystkim żałuję, że jednak nie zdecydowałem obejrzeć się go w kinie (choć jutro pewnie to nadrobię), myślę, że w ciemnej sali na wielkim ekranie robi jeszcze bardziej piorunujące wrażenie. A na małym ekranie i tak robi – dalej myślę o Randy’m słuchając muzyki Bruce’a Springsteen’a “The Wrestler”.
Dlaczego niektórzy ludzie decydują się walczyć na scenie, ale boją się walczyć w prawdziwym życiu?
Dlaczego niektórzy ludzie wybierają drogę do samozagłady, zamiast do samopoznania?
Dlaczego pomocna dłoń nadchodzi tak późno?
Dlaczego dzieci tak bardzo przeżywają odejście rodziców i dlaczego czasami nie potrafią (nie chcą) dać wracającemu rodzicowi drugiej (albo trzeciej) szansy?
Dlaczego bycie samotnym jest jednak gorsze od bycia abstynentem?
To niektóre pytanie, które mnie nachodzą po tym filmie. Nie zadaję ich po to, żeby ktoś na nie odpowiadał – pewnie każdy odpowie sobie na nie inaczej bazując na swoich przeżyciach i uczuciach, które się z nimi wiązały. Zadaję je, ponieważ to jeden z niewielu filmów, który naprawdę wywiera na człowieku ogromne wrażenie i sprawia, że życie staje się mniej oczywiste niż było wcześniej.
A Mickey Rourke dzięki temu filmowi wrócił z zaświatów – tak podobnych do tych filmowych:
For 12 years I was alone, I had lost everything. The three people closest to me – my brother, my grandmother and my ex-wife – were no longer there. I had no real friends. I saw a few girls, Russian strippers mostly, but I wasn’t looking for a girlfriend. My wife’s name [Carré Otis] was tattooed on my arm. She was the love of my life.
I lost the house, the wife, the credibility, the entourage. I lost my soul. I was alone … I’m sort of OK with it now, but the first time I’m in there, pushing a f***ing cart, getting my supper. I used to go to the 24-hour place in gay town, so no one would recognize me. The only thing I could afford was a shrink, so that’s where my money went. Three times a week for the first two years. The year after that, twice a week and now I’m down to once a week. I’ve only missed two appointments in six years.


{ 1 comment… read it below or add one }
to jakies kretynskie pytanie
podobnie jak to
wymyslałeś je na prędce, zeby wszystko ładnie brzmiało ?
Mimo wszystko, wydaje mi się, że wrestler to nie ta sama klasa filmów co wcześniejsze: pi, requiem, fountain. wlasciwie bez porównania. dodam więcej – gdyby wrestlera wyreżyserował ktoś nieznany, przeszedł by bez echa.