W sobotę Overgroundowa wycieczka wybrała się na Tulpan (nie Tulpana – jak się okazało Tulpan to imię żeńskie). Chciałam napisać o tym filmie sporo, ale znalazłam ciekawy tekst gdzie indziej. W myśl zasady niedublowania treści polecam tekst Marzyciel.
Od siebie napiszę, że dawno nie przeżyłam w kinie takich emocji. Zwykle podobne napięcie wytwarza się u mnie tylko na bardzo dobrych filmach akcji. A jednak. Tulpan zdołał je prześcignąć. Jestem zachwycona filmem. W czasie seansu przeżyłam jedne z największych dramatów i szczęść jakie było i dane oglądać. A jednak nie mogę napisać, że wszyscy byliśmy zachwyceni. Na 5 osób zachwyt całością wyraziłam tylko ja, zachwyt jedną sceną 1 osoba, zadowolenia 1 osoba, totalną dezaprobatę 1 osoba. Piąta osoba wstrzymała się od głosu. Jeśli o czymś zapomniałam lub coś przekręciłam – poprawcie mnie proszę.


{ 1 comment… read it below or add one }
trochę pokręciłaś :), bo mi się podobał cały film, a scena porodu poruszyła mnie najbardziej. ale sie nie obrazam :)