„Noż w wodzie” to absolutna klasyka, do której nikogo nie trzeba namawiać. Dlatego bardzo cieszymy się, że tyle osób odwiedziło nas wczoraj – stali bywalcy, nowi widzowie – dzięki!
Przed projekcją odwiedził nas pan Zygmunt Malanowicz. W filmie wcielił się w młodego chłopaka, autostopowicza, który razem z napotkanym małżeństwem ląduje na mazurskim jeziorze, na łódce. Na tej łódce rozegra się cała historia, która po dziś dzień bawi i straszy.
Pan Malanowicz opowiedział nam o tym jak trafił do tego filmu – o wczesnych spotkaniach z Romanem Polańskim i przeciągających się castingach – podobno Polański sam miał ochotę zagrać tę rolę. W końcu sam podłożył głos pod postać chłopada. Jego głos miał być zawadiacki, a pan Malanowicz mówi głosem poważnym, niskim. Z pewnym zdziwieniem zauważył, że Romanowi Polańkisemu jego młodzieńczy, szczeniacki głos pozostał do dziś.
Współpraca na planie układała siębardzo dobrze. Tak dobrze, że panowie zaczęli nawet planować kolejny wspólny film. Niestety – Polański wiedział, że w Polsce nie może robić filmów, jakie chce robieć. Z kolei pan Malanowicz nie miał szans na pracę za granicą.
Nasz gość został również poproszony o porównanie współpracy z Romanem Polańskim ze współpracą z Andrzejem Wajdą. Tego ostatniego określił jako malarza, który dba o kadr i wypowiada się silnym obrazem. Polański z kolei to bajarz. Jak powiedział nasz gość u Polańskiego „w kinie musi być coś nagle, jak nie ma nagle to nie ma kina. Musi też być klimat. Jak nie ma klimatu to po co się to kręciło?”
Po czasie na pytania od widzów pan Malanowicz zostawił nam autograf, pożegnał się i zostawił nas z jednym z najlepszych polskich filmów wszech czasów.

